Mojsak

@Helmut@101010.pl

lewactwo↙️ ↙️ ↙️
czytactwo📖
biegactwo🏃‍♂️
wegaństwo🥒
cyklizm🚲
linuksizm :linux:
winylizm🎵

ⴽⵓⵍⵛⵉ ⵢⴻⵜⵜⵏⴻⵔⵏⵉ ⵓⵍⴰⵛ ⴷ ⴰⵛⵓ ⴰⵔⴰ ⵢⴻⵇⵇⵉⵎⴻⵏ ⴰⴽⴽⴻⵏ ⵢⴻⵍⵍⴰ

cd

Kolejne zmiany prawa regulowały rynek (ustawa o zamówieniach publicznych itp.), ale były też bumy inwestycyjne dające wiatr w żagle młodym kapitalistom: telefonizacja wsi i miasteczek (mnóstwo roboty dla geodetów), handel ze wschodem i rosnące fortuny ludzi, którzy handlowali badziewiem z łóżka polowego, a za chwilę budowali domy, kupowali działki i upadające zakłady. Itd., itp...

Kiedy dziś myślę o tych 35 latach pracy, widzę siebie jadącego zalanym słońcem Autosanem (PKS do Turośni Kościelnej, gdzie miałem zostać geodetą gminnym). Jest gorąco, o żadnej klimie nie ma wtedy mowy, z głośników leci "Sunshine Reggae" Laid Back, a ja patrzę na mijane pola i lasy, i myślę co też mnie czeka na końcu tej drogi.
youtu.be/bNowU63PF5E

YouTubeLaid Back - Sunshine Reggaeby TheNiceAnders

Krótka historia polskiego kapitalizmu na przykładzie prowincjusza.

W 1991 roku miałem niespełna 20 lat i kończyłem technikum. Jednocześnie cieszyłem się na wakacje i martwiłem brakiem roboty. Tak nas przynajmniej ostrzegano w szkole. Państwowe firmy geodezyjne były w nędzy, redukowały załogi, a prywatny rynek dopiero się rodził. Mi się jednak pofarciło. Mój wychowawca i nauczyciel geodezji był radnym w jednej z podbiałostockich gmin. Zadzwonił do mnie w pierwszych dniach lipca i powiedział, że gmina szuka geodety. Ale wynalazł mi jeszcze 2 propozycje: u prywatnego geodety (to miała być jedna z tych przyszłych firm) i w PPTT (Polska Poczta Telegraf i Telefon). Zadzwoniłem do wszystkich, spotkałem się z potencjalnymi pracodawcami i wybrałem ostatnią opcję. Dział telekomunikacyjny posiadał wtedy własną pracownię projektową, a ta miała komórkę geodezyjną zatrudniającą kilka osób. 15 lipca, 35 lat temu, rozpocząłem karierę. Na początek dostałem 850 tys. zł / mies. Zasiłek wynosił wtedy trochę więcej i część znajomych nawet nie szukała pracy. Po roku PPTT przekształciło się w 2 osobne firmy: Poczta Polska i TP SA. Ta druga zadebiutowała na giełdzie i zaczęła ciąć koszta. Pracownia projektowa poszła do likwidacji. Po niespełna 2 - letniej karierze w korpo musiałem stanąć na własnych nogach. Na otarcie łez dostaliśmy po pakiecie akcji zależnym od stażu. Było nas, geodetów, sześciu. Z dwoma kolegami założyliśmy własną firmę. Moja ostatnia pensja w TP SA to był milion złotych z małym haczykiem. Pierwsza we własnej spółce to 20 mln zł. Po niespełna 2 latach stać mnie było na mieszkanie w "nowym budownictwie" bez zaciągania kredytu. Za 55 m kw. zapłaciłem około 30 tys. zł (to już po denominacji), czyli tyle ile dziś w Białymstoku kosztuje 1 m kw. w lepszych apartamentowcach. Zatrudnienie rosło lawinowo. Po jakichś 2 latach mieliśmy już 25 pracowników. Ale czułem, że wolę działać sam. W 1999 założyłem własną firmę, w międzyczasie skończyłem studia, a potem wiadomo... raz na wozie, raz pod wozem.

cdn