Siedzę sobie na callu ze znajomymi, kolega opowiedział anegdotkę z życia.
Był sobie człowiek, który o mało co nie został księdzem. Ostatecznie nie poszedł do seminarium, ale był przełożonym ministrantów na parafii. Zawodowo pracował zaś jako steward w linii lotniczej.
Przygotowanie do ślubu jego znajomych. Wchodzi na ambonę, żeby wyjaśnić jak będzie wyglądała liturgia. Na co jedna z koleżanek, wykonując charakterystyczne gesty rękoma scenicznym szeptem rzuca: "nasz kościół wyposażony jest w cztery kaplice boczne. Najbliższy konfesjonał może znajdować się za Twoimi plecami".
Spłakałam się ze śmiechu 😂