Chciałabym coś zrobić. Nie robić (chociaż to siłą rzeczy jednak też), ale Zrobić. Do końca. Do czegoś zrobionego, gotowego. Zamkniętego. Albo chociaż doprowadzonego do takiego etapu, że to coś jest. Oprócz samego ADHD są dwa problemy:
- nic nie sprawia mi przyjemności czy satysfakcji (to drugie wynika z braku sensownych skutków, a to pierwsze z anhedonii)
- mam poczucie, że niczego nie potrafię na tyle, żeby podejmować się robienia czegoś.
Stres związany z tematami okołorekrutacyjnymi wyszedł poza skalę. Niech ktoś zrobi coś z tym rynkiem pracy, albo przynajmniej nauczy rekruterów odpisywać w terminie...